Na samym początku chciałam Was
wszystkich przeprosić za przerwę. Już się tłumaczę –
nazbierało się dość dużo obowiązków i problemów uczelnianych
oraz osobistych, ale na szczęście mam już teraz więcej czasu i
chęci, tak więc oficjalnie blog wraca do życia.
Dzisiaj przedstawię Wam rzecz, bez
której nie wyobrażam sobie dłuższych podróży – waterbrush. To
ustrojstwo jest pędzlem, ale nie takim zwyczajnym, bo ma zbiorniczek
na wodę. Zamiast maczać co chwilę pędzel w kubku, można po
prostu zająć się malowaniem. Niejeden raz przydało się to na
przykład w pociągu, gdzie postawienie sobie na półeczce
(zakładając że się udało dopchać do miejsca przy oknie)
kubeczka z wodą nie jest najmądrzejszym pomysłem. W domu też jest
to przydatną rzeczą, gdy ktoś też jest leniuchem i nie lubi latać
co chwilę do łazienki aby wymienić brudną wodę. Można też go
używać jako zbiorniczka na tusz lub akwarele w płynie (na przykład
Ecoline).
Czas na szczegółowy opis:







